Radosław Sajdak i jego pasja postawiona na ostrzu szabli

W naszych szeregach mamy kliku kolekcjonerów, m.in. Biały który kolekcjonuje nakrycia głowy służb mundurowych z różnych epok i krajów oraz Sido o którym możecie poczytać niżej. Artykuł w całości pochodzi z portalu radomsko.naszemiasto.pl

 

Radosław Sajdak ma dwie życiowe pasje – pracę i hobby. Z zawodu jest lekarzem weterynarii. To zawód, o którym marzył. Druga pasja to kolekcjonowanie białej broni.

Radosław Sajdak
Radosław Sajdak i jego kolekcja – ponad 140 sztuk białej broni (© Ireneusz Staszczyk)

Ma dwie życiowe pasje – pracę i hobby. Z zawodu jest lekarzem weterynarii. To zawód, o którym marzył.
– Od najmłodszych lat znosiłem do domu martwe zwierzęta, robiłem sekcje zwłok, opiekowałem się bezpańskimi psami, dokarmiałem ptaki – opowiada Radosław Sajdak. – Bardzo lubię to, co robię.

Druga pasja to kolekcjonowanie białej broni.
– Jeżdżąc do zwierząt w wiejskich zagrodach, widywałem np. hełmy niemieckie, które służyły gospodarzom za poidła dla zwierząt. Często takie eksponaty dostawałem w prezencie. Nieraz zdarzało się, że gospodarz wyszperał w rupieciach zardzewiały bagnet lub jego część – opowiada. – I tak pochłonęła mnie pasja kolekcjonowania białej broni.

Obecnie w swoich zbiorach ma ponad 140 bagnetów, szabel, kordzików, szpad. – Nie są to repliki, lecz oryginały – zaznacza.
Każdy bagnet, szabla mają duszę bo – jak podkreśla kolekcjoner – nie służyły żołnierzom do otwierania konserw, lecz były świadkami krwawych walk, ludzkich tragedii, czy nawet śmierci na polu bitwy.

Najstarszym eksponatem jest bagnet z 1909 roku. Dużą wartość przedstawia szpada oficera wojska niemieckiego z 1939 r., niewykluczone, że należała do żołnierza służącego na pancerniku Schleswig Holstein.
Broń biała niemieckiej armii to dowód najwyższego kunsztu jej twórców, ma pieczołowicie wykonane ozdoby, grawerowania, dodatki z drewna.
Mało kto wie, że bagnet mógł być tylko raz ostrzony, w trakcie produkcji.

Żołnierze mieli zakaz ostrzenia, bo bagnet kilkakrotnie ostrzony tracił swe właściwości, mógł się nawet złamać.

Zarówno szpada, bagnet czy szabla miały pod rękojeścią wygrawerowany numer, który był przypisany danemu żołnierzowi. – Po żmudnych badaniach i wnikliwym szperaniu w aktach wojskowych archiwów można byłoby znaleźć nazwiska żołnierzy, do których to uzbrojenie należało – dodaje nasz rozmówca.

Każdy eksponat w kolekcji Radosława Sajdaka jest poddawany konserwacji kilka razy w roku.
– Cały zbiór trzeba odkurzyć, a części metalowe delikatnie naoliwić. To jednak jest przyjemność, a nie obowiązek – mówi.

Pana Radka bardziej cieszą eksponaty, do których dociera pocztą „pantoflową” i odkupi od właściciela, niż te nabyte na aukcji internetowej. Swoje zbiory zamierza sfotografować i skatalogować.

Źródło materiału: Polska Dziennik Łódzki

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.